Woda z kranu w kuchni zaczęła pryskać na boki i lecieć cienkim, nierównym strumieniem. Byłam pewna, że spadło ciśnienie w instalacji. Winny okazał się perlator, czyli końcówka z sitkami na wylewce. Odkręciłam go i namoczyłam w zwykłym occie spirytusowym. Kamień zmiękł, a sitka znów przepuszczały wodę.
Jak odkręciłam i namoczyłam perlator
Perlator to element na końcu wylewki baterii, który formuje strumień i go napowietrza. W środku ma obudowę, wkład, drobne sitka i uszczelkę. To właśnie sitka zatrzymują kamień, piasek, rdzę i drobiny z rur, więc z czasem same się zatykają.
Mój perlator miał gwint zewnętrzny i dał się odkręcić palcami. Nie każdy wygląda tak samo. Bywają modele z gwintem wewnętrznym, ukryte w wylewce albo będące częścią wyciąganej słuchawki, więc najpierw warto przyjrzeć się końcówce kranu. Przed rozłożeniem zrobiłam telefonem zdjęcie kolejności elementów, żeby potem złożyć je bez zgadywania.
Do szklanki wlałam ocet spirytusowy i wrzuciłam do środka rozłożone części tak, żeby płyn całkowicie je przykrył. Zostawiłam je w occie, aż osad zaczął wyraźnie mięknąć, a w tym czasie przetarłam wylewkę z zewnątrz.
Co wyszło po moczeniu?
Osad na sitkach wyraźnie zmiękł, a część białego nalotu sama odpadła na dno szklanki. Resztę zeszłam miękką szczoteczką. Szczotki o twardym, szorstkim włosiu omijam, bo potrafią porysować plastikowe elementy. Na koniec płukałam wszystkie części pod wodą tak długo, aż zapach octu całkowicie zniknął.
Po złożeniu i przykręceniu perlatora strumień znów był pełny i równy. Zniknęło też syczenie i bulgotanie, które słyszałam zaraz po odkręceniu kranu. Te dźwięki brały się z tego, że w zatkanym perlatorze gromadzi się powietrze, które nie ma ujścia. Woda zamiast mieszać się z nim równomiernie, leciała bokiem.
Dlaczego właśnie ocet? To prosty środek z kuchennej szafki, który dobrze radzi sobie z osadem z twardej wody. Nie musiałam kupować specjalnego odkamieniacza ani wzywać fachowca, a samo odkręcenie i złożenie perlatora to praca na kilka minut, bez specjalistycznych narzędzi.
Co zmieniam, żeby kran znowu nie pryskał
Nie czekam już, aż woda zacznie lecieć cienką strużką. Kiedy strumień słabnie, rozprasza się na boki albo słyszę syczenie, od razu odkręcam końcówkę i zaglądam do środka. Im mniej kamienia zdąży się odłożyć, tym łatwiej ocet sobie z nim radzi.
Szczególnie pilnuję perlatora po pracach przy instalacji, po wymianie baterii i po zakręcaniu wody na pionie. Wtedy ze starszych rur odrywa się osad, a cały trafia na sitka. Po takiej sytuacji odkręcam perlator, płuczę go pod bieżącą wodą i dopiero wtedy przykręcam z powrotem.
Perlatora nie zdejmuję na stałe, choć bez niego woda leci mocniej. Mieszając wodę z powietrzem, zmniejsza jej zużycie, a strumień jest równiejszy i wygodniejszy przy myciu rąk czy naczyń.
Gdyby sitko było pogięte albo uszczelka popękana, kupiłabym nowy perlator. Do sklepu zabieram wtedy stary, bo modele różnią się gwintem i sposobem montażu. Jeśli natomiast końcówka zapycha się bardzo często mimo regularnego czyszczenia, to znak, że problem siedzi głębiej w instalacji. Wtedy ocet niewiele pomoże i lepiej wezwać hydraulika.
