Masz w całym mieszkaniu tyle samo stopni, bo tak jest przytulnie? Ja też tak grzałam, dopóki nie przestawiłam głowic według prostego schematu: 21°C w salonie, 18°C w sypialni i 16°C w korytarzu. Każdy stopień mniej to około 5–6% mniej zużytej energii, a cały taki podział w domu jednorodzinnym daje w sezonie zwykle kilkaset złotych oszczędności.
Dlaczego jedna temperatura w całym domu kosztuje najwięcej?
Przy pierwszych przymrozkach większość z nas robi to samo. Kręcimy wszystkie głowice w górę i liczymy, że w każdym kącie będzie równo ciepło. Tymczasem inaczej marzniesz, siedząc z laptopem na kanapie, a inaczej, gdy śpisz pod kołdrą albo tylko przechodzisz przez przedpokój.
Jeśli korytarz i sypialnia są ogrzewane tak samo jak salon, płacisz za ciepło, z którego nikt nie korzysta. Obniżenie temperatury o 1°C daje około 5–6% oszczędności energii cieplnej. Jeżeli w całym domu było dotąd 22–23°C, podział na strefy może zmniejszyć zapotrzebowanie na ogrzewanie nawet o kilkanaście do dwudziestu procent w skali sezonu.
Pokój po pokoju: co ustawić na głowicach
Wystarczy jeden wieczór i spacer od grzejnika do grzejnika. Ja zaczęłam od salonu, bo tam spędzamy najwięcej czasu, a skończyłam na spiżarni.
- Salon, pokój dzienny, gabinet: 21°C. Przy tej temperaturze możesz siedzieć bez ruchu, czytać, oglądać serial albo pracować przy komputerze i nie sięgać po sweter. Podkręcanie do 23–24°C mocno podnosi koszty, a do tego usypia, rozprasza i wysusza śluzówki.
- Sypialnia: 18°C. W czasie snu metabolizm zwalnia, a ciało samo obniża swoją temperaturę. Chłodniejsze powietrze ułatwia zasypianie i ogranicza nocne pobudki. W przegrzanej sypialni sen jest płytki, a rano często boli głowa.
- Korytarz, wiatrołap, garderoba, spiżarnia, pralnia, pokój dla gości: 16°C. Przez te pomieszczenia się przechodzi albo zagląda do nich od czasu do czasu. Tyle wystarczy, żeby ściany się nie wychłodziły, a rachunek nie rósł.
Tę samą dolną granicę możesz stosować w strefie dziennej, kiedy wszyscy śpią albo wychodzą do pracy. Salon spokojnie zejdzie wtedy do 16°C.
Łazienka to wyjątek od reguły
W łazience schemat nie obowiązuje. Tam się rozbieramy, jest wilgotno i parno, więc komfortowa temperatura to zwykle 22–24°C. Na tym jednym pomieszczeniu nie oszczędzam, bo kąpiel w chłodzie szybko zniechęca do całego systemu.
Czy można zejść poniżej 16°C?
Nie w pomieszczeniach mieszkalnych. Tej granicy pilnuję nawet w pokoju gościnnym, a powód jest bardzo przyziemny: pleśń. Gdy ciepłe, wilgotne powietrze z kuchni czy łazienki trafia do pokoju wychłodzonego do 13–14°C, para skrapla się na zimnych ścianach, najczęściej w narożnikach i za meblami. Tam grzyb ma najlepsze warunki do rozwoju.
Drugi powód to pieniądze. Zakręcenie grzejnika do zera przy mrozie sprawia, że mury się wychładzają. Ponowne nagrzanie takiego pokoju pochłania więcej energii niż utrzymywanie w nim przez cały czas stałej, obniżonej temperatury.
Zamknięte drzwi trzymają strefy osobno
Nawet dobrze ustawione głowice niewiele dadzą, jeśli drzwi między salonem a korytarzem stoją otworem. Ciepło ucieka wtedy z cieplejszego pomieszczenia do chłodniejszego, a grzejnik w salonie pracuje bez przerwy, żeby utrzymać zadane 21°C.
Dlatego po przestawieniu temperatur przymykam drzwi do sypialni i na korytarz. Dopiero wtedy każda strefa trzyma swoje stopnie, a w domu jednorodzinnym w skali roku robi się z tego oszczędność rzędu kilkuset, a nierzadko ponad tysiąca złotych.
